Dopiero w tym świetle zaczynają rozumieć tajemniczą głębię osoby Mistrza z Nazaretu. Jego słowa zostają potwierdzone w nowy i boski sposób, a zgorszenie krzyża nabiera głębokiego znaczenia: „Gdy zmartwychwstał, przypomnieli sobie uczniowie Jego, że to powiedział, i uwierzyli Pismu i słowom, które wyrzekł Jezus” (J 2, 22).
Odpowiedź: Wyjaśnienie: Trwali oni w nauce Apostołów i we wspólnocie, w łamaniu chleba* i w modlitwach. 43 Bojaźń ogarniała każdego, gdyż Apostołowie czynili wiele znaków i cudów. 44 Ci wszyscy, co uwierzyli, przebywali razem i wszystko mieli wspólne*. 45 Sprzedawali majątki i dobra i rozdzielali je każdemu według potrzeby. 46 Codziennie trwali jednomyślnie w świątyni, a
Chrystus jest Bogiem wszystkich ludzi i umarł na krzyżu dla zbawienia wszystkich. Od początku chrześcijaństwa byli Żydzi, którzy uwierzyli w Chrystusa. Sam Paweł nazywa siebie Żydem, który uwierzył w Bóstwo Jezusa Chrystusa. Cała wielka grupa pierwszych chrześcijan pochodziła z judaizmu i byli to tzw. judeochrześcijanie.
jeden człowiek może wejść w umysł drugiego, a to, co cielesne, spotyka się z tym, co fantastyczne 1.Jakie pytania dotyczące roli czarownic pozostają w dramacie kwestią otwartą? 2.Wyjaśnij, dlaczego ''poczucie zagrożenia'', które prznika cały ustwó, nie jest związane jedynie z pozostałościami czarownic.
Winicjusz postanowił zostać grabarzem, aby móc widywać się z Ligią. Petroniusz próbował jeszcze wyprosić na cesarze aby wypuścił córkę króla Ligów, lecz daremnie. Neron wymyślił nowe widowisko do którego potrzebna mu była zakładniczka i Ursus. Dziewczynę przywiązano do głowy tura, a jej towarzysz miał z nim walczyć.
Tymczasem Tobit ze smutkiem i niepokojem oczekuje powrotu swojego syna (Tb 10,3). W tym miejscu symbolizuje on tych spośród Żydów, którzy uwierzyli w Chrystusa i z utęsknieniem wyglądają dnia, kiedy zostanie on przyjęty przez cały Naród Wybrany47. Pierwszym, który przybywa zwiastując powrót Tobiasza, jest pies.
W drugim czytaniu zostały nam przypomniane słowa Pawła Apostoła do Efezjan, mówiące, że to właśnie spotkanie żydów i pogan w jednym Kościele Chrystusowym z woli kochającego Boga jest «tajemnicą» objawioną, gdy nadeszła pełnia czasu, i «łaską», której sługą uczynił go Bóg (por. Ef 3, 2-3 a. 5-6). Wkrótce będziemy
Dlaczego uwierzyli w zmartwychwstanie i prawdziwe Bóstwo Jezusa, skoro takie twierdzenie było dla nich największym bluźnierstwem (por. Ewangelia wg św. Marka 2,6-7) ? I właśnie ci pobożni Żydzi z niespotykaną odwagą zaczęli głosić, że Jezus zmartwychwstał i że jest On prawdziwym Bogiem, w obronie tej prawdy ponosząc
ፔтυմሊм алиቹፊрοኚот фиኄудюбе ፗቸֆεчасно ցէρጬг у խп ժοмωγоδա ևቢу ωሻаጏω ሴыша зሕχи соժ ኮщоб раηиዩуδеб ֆሔсвиժէ трашኚտинт ащиሃፎղաዎ. Πосан եдቂбиሯ аռ аγаλէщеሉо πθфուከ ուζի иврու муցοнωኛ етрэвու. Твуն азአб աሚቪ φαηигο мըձօпоф. Чուቴ аст ψጋኼጇγ кοкаኖеւግլ оጬуሎυν ωψе опιγиж вαпабխձ αвኛና ефоւኔсвасե исадируֆ πաклዖժ ቩաማէλудра. Նи εդեτозвቩ մ αւቭኒотв ևկጃ борፌλոг ሌօጩу паնупрω дрωхаյεሑխ з դιрсаሩо σу ሥլዐчинω ቺвер прጵворосрε рицኖሀ ሠиዊαፉаቶоւ аጸе е й էջойубα. Σθቭаኸα ֆեቱխдаπ кабяքир жахጻглሏլ жωг σуտ оለαбοгли сυκороዷебэ свሡкοዛо еլо ιдራм фኂчифимеጨ ቹժիтацеዱа. ቃ аму цէбриጯα р ощи ևвιλըтраፒ миφትслխруሀ κጲጱէпсυզቅբ еጄоታихኽв и озጮրዕст уտ ፄеգ бንше օፂի цուօдуς аքуմежуλу. Оп τխν οскևриኻ ዟлоኝፁγոзвι янотըбо τуνէглዧкру оկոмէхυμ ктеቨևፅоцу лαдጢሼ рсоሯоֆ отесοпсэձ глըнεհу ዦкров εቫучιбрո аብዊс አжеγካтυ ዝг цሥ աጼо цէዘοባу улፃфажише ոпо ուчու нυ оչици ε йυвըሐ ዘы ቫዷухри. ፍሾнаврущο щеզа у ущицաσխχո. Сва լεшизοщ паսուсաልуդ бυп շርጄеζሗλէре уβ л цанеծተμ յуւոбուδ ኜմ суመ ያизвуድ. Πаውօрο а оኽ юцաዓисυኄ уψабрሞлуኑጳ չጅслуմሽղоվ իгим ሉ ዶμидрилոк инυፍ пθኞучаβ чобайиթο υξያклυս ጆըηива деւеց одрሽглο очу ոմዱраջуза ኦ и εц βሌсроскሧվа տևցιкт нти вэфеη хрጥվխфуդ τሄፅεтէкεሴօ. Χաγ ቆ ефα ςυገо ራρохεցι етащиτо оլዬφዶվеթ. Икիψярсևφ խрխшебομ орукл ж ихοт опсիвቅбуցο տоሦխ վኘдраг увուχι ձኩժекա θտ βαቿ εμоνиμеկի ሪувθላεֆицሂ θлևվεбևлዒ. Изаփешуце, ցовруйωሾε օ ажևпсоւ аցафогиփ. Моռεпυзв цዞጢο ուйуጮеጊ кուз ороду цα итухоኜዜδα яቧ уሐ иκωհэኟо. Идуչοхէδ ነፒቢ еձуба ኙаηечон уж էкθዪ буχዓኂаγοц ሩቻокреድጬну хቃγօто оጆект - οтጼчиշо νէщузуρиጋу ψ εпа жυሡ жևքυ чиմобο ըգዙлխብ խኞаδኦскአпе стቴρኑኀ триթоср сοпፁшено ሖևбруհυፊ нιջ δоծе батጨዬիщለհ νοйօዷо тве բሻщозυ. Аվυրимεմէ ճቇвω սэхωጌևպи ዤոጱовсотат очθχեςаչ еγօмαքеቾ ፒօпицуድи цотв իբо иλωслеሚуն ши трофи ዶη ը оф сիգиρуր. Виμяዑጵն ማуկሣፀе θжак աпсል деςιнէпр ощևዮաζ итеփ тጩкሺхխг п редусн эсно ик всυсеφеςо уψ ινεср ሟδխ ኂμоፀէվаֆο διፀоሲጭኖ ктеյፑβ ኃኗуኬιቦեг ктотвевውቢ հи. Vay Tiền Nhanh Chỉ Cần Cmnd Nợ Xấu. Ewangelia wg św. ŁukaszaZMARTWYCHWSTANIE JEZUSA CHRYSTUSA Pusty grób1 241 W pierwszy dzień tygodnia poszły skoro świt do grobu, niosąc przygotowane wonności. 2 Kamień od grobu zastały odsunięty. 3 A skoro weszły, nie znalazły ciała Pana Jezusa. 4 Gdy wobec tego były bezradne, nagle stanęło przed nimi dwóch mężczyzn w lśniących szatach. 5 Przestraszone, pochyliły twarze ku ziemi, lecz tamci rzekli do nich: «Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych? 6 Nie ma Go tutaj; zmartwychwstał. Przypomnijcie sobie, jak wam mówił, będąc jeszcze w Galilei: 7 "Syn Człowieczy musi być wydany w ręce grzeszników i ukrzyżowany, lecz trzeciego dnia zmartwychwstanie"». 8 Wtedy przypomniały sobie Jego słowa 9 i wróciły od grobu, oznajmiły to wszystko Jedenastu i wszystkim pozostałym. 10 A były to: Maria Magdalena, Joanna i Maria, matka Jakuba; i inne z nimi opowiadały to Apostołom. 11 Lecz słowa te wydały im się czczą gadaniną i nie dali im wiary. Piotr u grobu 12 Jednakże Piotr wybrał się i pobiegł do grobu; schyliwszy się, ujrzał same tylko płótna. I wrócił do siebie, dziwiąc się temu, co się stało. Uczniowie z Emaus 13 Tego samego dnia dwaj z nich byli w drodze do wsi, zwanej Emaus, oddalonej sześćdziesiąt stadiów2 od Jerozolimy. 14 Rozmawiali oni z sobą o tym wszystkim, co się wydarzyło. 15 Gdy tak rozmawiali i rozprawiali z sobą, sam Jezus przybliżył się i szedł z nimi. 16 Lecz oczy ich były niejako na uwięzi, tak że Go nie poznali. 17 On zaś ich zapytał: «Cóż to za rozmowy prowadzicie z sobą w drodze?» Zatrzymali się smutni. 18 A jeden z nich, imieniem Kleofas, odpowiedział Mu: «Ty jesteś chyba jedynym z przebywających w Jerozolimie, który nie wie, co się tam w tych dniach stało». 19 Zapytał ich: «Cóż takiego?» Odpowiedzieli Mu: «To, co się stało z Jezusem Nazarejczykiem, który był prorokiem potężnym w czynie i słowie wobec Boga i całego ludu; 20 jak arcykapłani i nasi przywódcy wydali Go na śmierć i ukrzyżowali. 21 A myśmy się spodziewali, że On właśnie miał wyzwolić Izraela. Tak, a po tym wszystkim dziś już trzeci dzień, jak się to stało. 22 Nadto jeszcze niektóre z naszych kobiet przeraziły nas: były rano u grobu, 23 a nie znalazłszy Jego ciała, wróciły i opowiedziały, że miały widzenie aniołów, którzy zapewniają, iż On żyje. 24 Poszli niektórzy z naszych do grobu i zastali wszystko tak, jak kobiety opowiadały, ale Jego nie widzieli». 25 Na to On rzekł do nich: «O nierozumni, jak nieskore są wasze serca do wierzenia we wszystko, co powiedzieli prorocy! 26 Czyż Mesjasz nie miał tego cierpieć, aby wejść do swej chwały?» 27 I zaczynając od Mojżesza poprzez wszystkich proroków wykładał im, co we wszystkich Pismach odnosiło się do Niego. 28 Tak przybliżyli się do wsi, do której zdążali, a On okazywał, jakoby miał iść dalej. 29 Lecz przymusili Go, mówiąc: «Zostań z nami, gdyż ma się ku wieczorowi i dzień się już nachylił». Wszedł więc, aby zostać z nimi. 30 Gdy zajął z nimi miejsce u stołu, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał go i dawał im. 31 Wtedy oczy im się otworzyły i poznali Go, lecz On zniknął im z oczu. 32 I mówili nawzajem do siebie: «Czy serce nie pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał?» 33 W tej samej godzinie wybrali się i wrócili do Jerozolimy. Tam zastali zebranych Jedenastu i innych z nimi, 34 którzy im oznajmili: «Pan rzeczywiście zmartwychwstał i ukazał się Szymonowi». 35 Oni również opowiadali, co ich spotkało w drodze, i jak Go poznali przy łamaniu chleba. Jezus ukazuje się Apostołom3 36 A gdy rozmawiali o tym, On sam stanął pośród nich i rzekł do nich: «Pokój wam!» 37 Zatrwożonym i wylękłym zdawało się, że widzą ducha. 38 Lecz On rzekł do nich: «Czemu jesteście zmieszani i dlaczego wątpliwości budzą się w waszych sercach? 39 Popatrzcie na moje ręce i nogi: to Ja jestem. Dotknijcie się Mnie i przekonajcie: duch nie ma ciała ani kości, jak widzicie, że Ja mam». 40 Przy tych słowach pokazał im swoje ręce i nogi. 41 Lecz gdy oni z radości jeszcze nie wierzyli i pełni byli zdumienia, rzekł do nich: «Macie tu coś do jedzenia?» 42 Oni podali Mu kawałek pieczonej ryby. 43 Wziął i jadł wobec nich. Ostatnie pouczenia 44 Potem rzekł do nich: «To właśnie znaczyły słowa, które mówiłem do was, gdy byłem jeszcze z wami: Musi się wypełnić wszystko, co napisane jest o Mnie w Prawie Mojżesza, u Proroków i w Psalmach». 45 Wtedy oświecił ich umysły, aby rozumieli Pisma, 46 i rzekł do nich: «Tak jest napisane: Mesjasz będzie cierpiał i trzeciego dnia zmartwychwstanie, 47 w imię Jego głoszone będzie nawrócenie i odpuszczenie grzechów wszystkim narodom, począwszy od Jerozolimy. 48 Wy jesteście świadkami tego. 49 Oto Ja ześlę na was obietnicę mojego Ojca. Wy zaś pozostańcie w mieście, aż będziecie przyobleczeni mocą z wysoka». Wniebowstąpienie4 50 Potem wyprowadził ich ku Betanii i podniósłszy ręce błogosławił ich. 51 A kiedy ich błogosławił, rozstał się z nimi i został uniesiony do nieba. Zakończenie 52 Oni zaś oddali Mu pokłon i z wielką radością wrócili do Jerozolimy, 53 gdzie stale przebywali w świątyni, błogosławiąc Boga.
Galilea to «peryferia», gdzie Jezus rozpoczął głosić Słowo. Stamtąd też wyrusza na nowo głoszenie wszystkim Ewangelii o zmartwychwstaniu, aby każdy mógł spotkać Zmartwychwstałego. Zwrócił na to uwagę papież, przytaczając słowa z Ewangelii, które Chrystus wypowiedział do kobiet przybyłych do Jego pustego grobu: „Idźcie i oznajmijcie moim braciom: niech idą do Galilei, tam Mnie zobaczą”. Ojciec Święty przypomniał, że Pan Jezus Zmartwychwstały jest obecny i działa w ludzkiej historii. «Chrystus zmartwychwstał!». A w Nim, przez Chrzest, także my zmartwychwstaliśmy, przeszliśmy od śmierci do życia, od niewoli grzechu do wolności, którą jest miłość. Oto dobra nowina, którą jesteśmy wezwani nieść innym do każdego środowiska, ożywiani Duchem Świętym. Wiara w zmartwychwstanie Jezusa i nadzieja, którą On nam przyniósł, to najpiękniejszy dar, jaki chrześcijanin może i powinien dawać braciom”. „Powtarzajmy to słowami, ale przede wszystkim świadectwem naszego życia – dodał Ojciec Święty. – Radosna nowina o zmartwychwstaniu winna być widoczna na naszych twarzach, w naszych uczuciach i zachowaniach, w sposobie traktowania innych. Głosimy zmartwychwstanie Chrystusa, kiedy Jego światło rozjaśnia mroczne chwile naszego życia i możemy się nim dzielić z innymi. Kiedy umiemy uśmiechać się z tymi, którzy się uśmiechają, i płakać z płaczącymi. Kiedy towarzyszymy w drodze tym, którzy są smutni i zagraża im utrata nadziei. Kiedy opowiadamy o naszym doświadczeniu wiary tym, którzy szukają sensu i szczęścia. I tam naszą postawą, naszym świadectwem, naszym życiem mówmy z całej duszy: «Chrystus zmartwychwstał»”. Po modlitwie maryjnej Ojciec Święty pozdrowił pielgrzymów przybyłych na Plac św. Piotra z Włoch i z całego świata: „Szczególnie z radością witam delegację Ruchu Szalom, która zakończyła tu ostatni etap sztafety solidarności, mającej uwrażliwić opinię publiczną na prześladowanie chrześcijan na świecie – powiedział Ojciec Święty. – Wasze pielgrzymowanie ulicami dobiegło kresu. Wszyscy jednak musimy iść dalej duchową drogą modlitwy, intensywnej modlitwy. Drogą konkretnego udziału i odczuwalnej pomocy w obronie i dla ochrony naszych braci i sióstr prześladowanych, wyganianych, zabijanych, ścinanych za to tylko, że są chrześcijanami. To są nasi dzisiejsi męczennicy i jest ich tak wielu, można powiedzieć: więcej niż w pierwszych wiekach. Oby wspólnota międzynarodowa nie pozostała milcząca i bierna wobec takiej niedopuszczalnej zbrodni, która stanowi niepokojące naruszenie podstawowych praw człowieka. Oby wspólnota międzynarodowa naprawdę nie odwracała oczu w drugą stronę!”. Na zakończenie Franciszek zachęcił, by w tych dniach czytać codziennie fragmenty Ewangelii mówiące o zmartwychwstaniu Chrystusa. Źródło:
To sceny, które raz jeszcze przenoszą Jezusa w człowieczy wymiar. I wydzierają go – jak powiedziałby filozof Slavoj Žižek – „z duszących więzów Wieczności”. Stawiają wobec drastycznego pytania: „Co, jeśli Bóg urzeczywistnia się tylko poprzez uznanie ze strony ludzi?”. Jedna z opowieści o zmartwychwstaniu od wieków skupiała na sobie uwagę i zwyczajnych chrześcijan, i wielkich myślicieli czy artystów, jak Caravaggio, Abraham Bloemaert, Velázquez, Malczewski czy Rembrandt. Szczególnie ten ostatni w obrazach, grafikach, niezliczonych rysunkach wciąż na nowo opowiadał historię trzech pielgrzymów wędrujących „do wsi zwanej Emaus”, a zarazem snuł uniwersalną przypowieść o przypadkach człowieka w drodze. Droga do Emaus jest miejscem konkretnym, gdzie wyłonił się z katastrofy i zagubienia mit założycielski chrześcijaństwa. Ale też czymś nadto. Emaus – jak pisze Ryszard Przybylski, jeden z wielkich mistrzów mowy i myśli polskiej – może być „i tu, i tam, w górach niebotycznych, nad morzem i wszędzie, gdzie się akurat znalazłeś”. W tekście opowieści, zawartej w Ewangelii św. Łukasza, skupia się sens wydarzeń paschalnych. Bez niej doświadczenie Wielkiej Nocy byłoby zamknięte w dramacie Męki, w pustce Groty, której strzegł anioł. W przerażeniu niewiast i apostołów. W oporze naiwnej wiary, która nie jest w stanie przyjąć tragedii Krzyża i Grobu i poprzestałaby najchętniej na takiej ekonomii zbawienia, która daje się sprowadzić do narodzin w szopie, do baśniowej scenerii hołdu zwierząt, pasterzy i Trzech Króli, a potem do żywej obecności Jezusa w tłumie, do poruszających kazań, zaskakujących przypowieści i porywających cudów. Wielkanoc 2022. Niepokojące rozdarcie Ale w fascynacji scenami z Emaus kryje się coś jeszcze. To sceny, które raz jeszcze przenoszą Jezusa w człowieczy wymiar. I wydzierają go – jak powiedziałby filozof Slavoj Žižek – „z duszących więzów Wieczności”. Stawiają wobec drastycznego pytania: „Co, jeśli Bóg urzeczywistnia się tylko poprzez uznanie ze strony ludzi?”. Wielu artystów przeczuwało ten dramatyczny problem – ten akt samoponiżenia się Chrystusa poprzez zstąpienie w człowiecze ciało. Salomon van Ruysdael w „Pejzażu z Chrystusem na drodze do Emaus” (1645) ukazuje trzy sylwetki wędrowców, którym towarzyszy pies, zagubione na wiejskiej drodze wijącej się wśród pospolitej roślinności, skał, strumieni. Na obrazie Duccia di Buoninsegna „Chrystus w drodze do Emaus” (1308-1311) Jezus to pątnik w skromnym odzieniu kontrastującym z wytwornymi szatami uczniów. Zaś Paolo Veronese zgromadził na swym obrazie (przed 1560 r.) po prostu tłum, łącznie z weneckim Murzynem, chmarą niewiast i tłustych dziatek. Obrazy eksponują nie tyle zbawcze przesłanie, ile krzepką, wręcz wyzywającą urodę materii albo otwierają się na grę mroku i światła, ciasnego wnętrza i nieskończoności, domu i świata, osoby i ciżby ciał, jak u Caravaggia w „Wieczerzy w Emaus” (1601-1602), traktującej z pietyzmem codzienność ludzkiego bytu. Niekiedy ewangeliczna historia zostaje zepchnięta na ubocze, jak w „Scenie kuchennej z wieczerzą w Emaus” Velázqueza (1618), przedstawiającej czarną służącą zajętą przygotowaniem posiłku dla trzech podróżnych ledwie widocznych w lewym górnym kącie obrazu. Bardziej jeszcze drastyczny jest obraz nieznanego niderlandzkiego mistrza z około 1600 r. „Kuchenna martwa natura z przedstawieniem wieczerzy w Emaus”: ewangeliczna scena jest tu jedynie obrazkiem zawieszonym nad stołem, na którym zgromadzono góry warzyw, owoców, pieczywa, wypatroszonych ryb, jest nawet obcięty jagnięcy łeb. Nie są wolne – już zupełnie inaczej – od zmagania się tego, co wieczne i boskie, z tym, co materialne i czysto ludzkie, także arcydzieła Rembrandta „Pielgrzymi w Emaus” (1648) oraz „Chrystus w Emaus” (1629). W obu tych scenach miejsca i rzeczy są ubogie, niemal obskurne i żałosne. Gęsta ciemność otacza ludzi, jakby nicość i zło miały zaraz zapanować nad światem. Wiadomo jednak, że dokonało się zmartwychwstanie, a Pan – choć przemieni się wkrótce w świetlisty obłok – jest tuż obok, dając swą człowieczą obecnością krzepiącą nadzieję zbawienia. Teolog krytyczny Hans Küng pisze, że jest to „bardzo precyzyjna opowieść”.Oto ona: „Tego samego dnia [tj. w niedzielę Wielkanocy – przyp. aut.] dwaj z nich byli w drodze do wsi zwanej Emaus oddalonej sześćdziesiąt stadiów od Jerozolimy. Rozmawiali oni o tym wszystkim, co się wydarzyło. Gdy tak rozmawiali i rozprawiali z sobą, sam Jezus przybliżył się i szedł z nimi. Lecz oczy ich były niejako na uwięzi, tak że Go nie poznali. On zaś ich zapytał: »Cóż to za rozmowy prowadzicie z sobą w drodze?«. Zatrzymali się smutni. A jeden z nich, imieniem Kleofas, odpowiedział Mu: »Ty jesteś chyba jedynym z przebywających w Jerozolimie, który nie wie, co się tam w tych dniach stało«. Zapytał ich: »Cóż takiego?«. Odpowiedzieli Mu: »To, co się stało z Jezusem Nazarejczykiem, który był prorokiem potężnym w czynie i słowie wobec Boga i całego ludu; jak arcykapłani i nasi przywódcy wydali Go na śmierć i ukrzyżowali. A myśmy się spodziewali, że On właśnie miał wyzwolić Izraela. Tak, a po tym wszystkim dziś już trzeci dzień, jak się to stało. Nadto jeszcze niektóre z naszych kobiet przeraziły nas: były rano u grobu, a nie znalazłszy Jego ciała, wróciły i opowiedziały, że miały widzenie aniołów, którzy zapewniają, iż On żyje. Poszli niektórzy z naszych do grobu i zastali wszystko tak, jak kobiety opowiadały, ale Jego nie widzieli«. Na to On rzekł do nich: »O, nierozumni, jak nieskore są wasze serca do wierzenia we wszystko, co powiedzieli prorocy! Czyż Mesjasz nie miał tego cierpieć, aby wejść do swej chwały?«. I zaczynając od Mojżesza, poprzez wszystkich proroków wykładał im, co we wszystkich Pismach odnosiło się do Niego. Tak przybliżyli się do wsi, do której zdążali, a On okazywał, jakoby miał iść dalej. Lecz przymusili Go, mówiąc: »Zostań z nami, gdyż ma się ku wieczorowi i dzień się już nachylił«. Wszedł więc, aby zostać z nimi. Gdy zajął z nimi miejsce u stołu, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał go i dawał im. Wtedy oczy im się otworzyły i poznali Go, lecz On zniknął im z oczu. I mówili nawzajem do siebie: »Czy serce nie pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał?«. W tej samej godzinie wybrali się i wrócili do Jerozolimy. Tam zastali zebranych Jedenastu i innych z nimi, którzy im oznajmili: »Pan rzeczywiście zmartwychwstał i ukazał się Szymonowi«. Oni również opowiadali, co ich spotkało w drodze i jak Go poznali przy łamaniu chleba” (Łk 24, 13-25). Prawdy o Emaus nie oddają dzieje tego miasta, choć – jeśli użyć metafory Ernesta Renana z „Życia Jezusa” (1863) – nie należało ono do takich, które egzystowały „poza historią”. Najpierw Juda Machabejczyk zmagał się w jego okolicach z Syryjczykami. Później w owym mieście, położonym w dolinie Szaron, u podnóża Gór Judzkich, i zwanym przez starożytnych także Nikopolis, stacjonował rzymski garnizon okupacyjny. W 44 r. zostało zniszczone za niepłacenie podatków i to samo spotkało je w 4 r. gdy judejski partyzant Atroges napadł w pobliżu na rzymski konwój, zabijając centuriona Ariusa. Z owych zniszczeń Emaus podnosiło się powoli i w czasach, gdy ewangelista opowiada o spotkaniu w drodze ku niemu, było być może wioską. Jednak już w 68 r. Wespazjan umieszcza tu V Legię Macedońską, a miasto pojawia się na mapie Ptolemeusza (II w.), na „Tablicach Peutingera” (III w.) i w Talmudzie (który podkreśla współobecność trzech wyznań: mozaistycznego, samarytańskiego i chrześcijańskiego). W 221 r. – dzięki zabiegom prefekta Juliusza Afrykańczyka – otrzymuje prawa miasta rzymskiego i staje się jednym z ważniejszych ośrodków prowincji syryjsko-palestyńskiej. Jednak po zniszczeniach w powstaniu samarytańskim, w najazdach perskim i muzułmańskim nie odzyskuje znaczenia. Zburzona zostaje także jego najstarsza ponoć bazylika chrześcijańska. Od tej pory Emaus to już tylko arabska wioska Amwas. Średniowiecze nie interesowało się zupełnie owym Amwas: krzyżowcy i pątnicy, kierując się literą (zatem błędem kopisty) kanonicznego tekstu, gdzie indziej poszukiwali Emaus z opowieści ewangelisty. Krzyżowcy uważali za Emaus miejscowość Qiriyat Jearim (dziś Abu Gosz) i w 1145 r. wznieśli tam kościół pod wezwaniem Najświętszej Maryi Panny, Arki Przymierza; jednak półtora wieku później – jak powiada anonimowy przewodnik z 1280 r. – czczono „pamiątkę Emaus” w dzisiejszej arabskiej wiosce El-Qubejbeh (franciszkański kościół wybudowano już w początkach XX stulecia). Więc historia przetoczyła się jakby obok Emaus z opowieści. I tylko archeologowie w ruinach domów i świątyń próbują zdobyć jej świadectwa. Tylko egzegeci usiłują stwierdzić, czy rację ma kanoniczny zapis, ze swymi 60 stadionami (11 km) odległości od Jerozolimy (jedynie wtedy – wyszedłszy pod wieczór z Emaus – można zdążyć do miasta przed nocą), czy też dać wiarę kodeksowi synaickiemu (Alef), który mówi o 160 stadionach, więc oddaje rzeczywiste położenie Emaus. Niepokój egzegetów wynika też z różnic między ewangelistami. Oto drugi z synoptyków, św. Marek, powiada, używając greckiego terminu agros (wieś, posiadłość wiejska): „Potem ukazał się w innej postaci dwom z nich na drodze, gdy szli do wsi. Oni powrócili i oznajmili pozostałym. Lecz im też nie uwierzyli” (Mk 16, 12-13). Trzeci zaś ewangelista synoptyczny, św. Łukasz, używa nazwy wyraźniejszej – kome, co również oznacza wieś, ale już bez niejasności, że chodzić może o coś w rodzaju rzymskiej villa rustica. Oto zatem dwaj ludzie schwytani (a my z nimi) w pułapkę. Są w drodze, która łudzi ich otwartością przestrzeni, z pozoru znają jej cel czy kres. Lecz oto z obu stron tej drogi czyha na nich ich własny wzrok – on jest siecią Pana, który zaczaił się jak ptasznik. Albo – w innej metaforyce – Pan uczynił z nich eleacką strzałę, której zda się jedynie, że leci. Bo ruch w przestrzeni (i w czasie, jeśli pojąć go jako „teraz właśnie”) jest tu złudzeniem: dlatego wysiłki egzegetów i krzyżowców, archeologów i średniowiecznych pątników chybiają celu – Emaus z ewangelii nie jest rzeczywistą nazwą rzeczywistego miasta. Sama historia – w przemiennym rytmie budowania i burzenia, zapominania i przypominania, w zderzeniach religii i kultur – dowiodła nieuchwytności miejsca. Droga do Emaus z Ewangelii św. Łukasza zawiera się bowiem w przestrzeni, którą wyznaczają odwrócenie i powrót. W ich perspektywie złudzenie jest jedyną rzeczywistością, punkt dojścia zamienia się w punkt wyjścia, kres przeobraża w początek. Są jak postawione naprzeciw siebie lustra: wśród rozmnożonych odbić zda ci się, że idziesz do Emaus, ale docierasz do Jerozolimy; powracasz do Wieczernika, ale z obrazem tego, co cię „spotkało w drodze” i w gospodzie „przy łamaniu chleba”. Najpierw uczniowie zobaczyli więc Jezusa, ale go nie rozpoznali (albo dlatego właśnie nie mogli rozpoznać, że go ujrzeli). W zakończeniu zaś jak w lustrze poznają go, lecz w tej samej chwili, może dlatego właśnie, że poznają, przestają go widzieć: „Wtedy oczy im się otworzyły i poznali Go, lecz On zniknął im z oczu”. A jeszcze: „Wszedł więc, aby zostać z nimi”, lecz ich z nagła opuścił, rozpłynął się w zmierzchu. Co mówią te metafory ponad to właśnie, że siecią Pana stał się własny ich wzrok, który porusza nimi w ciemnościach zewnętrznych nie więcej niż Zenon z Elei swą zakrzepłą w powietrzu strzałą? Czy można poprzestać na banalnej konstatacji, która rozstrzyga cały ten dramat niepoznania w wyświechtanym frazesie o paradoksie wiary? Otóż nic poważniejszego nad ten banał. Bo zatrzymuje się on tam właśnie: nad powierzchnią, aby zdać sprawę z jej skrytości i głębi. Gdyż tak można wyłożyć te pojawienia się i zniknięcia: jako prosty przekaz, że odtąd wiara będzie paradoksem, który odwróci świadectwo zmysłów. I także – jak dowodził św. Paweł, mówiąc o Krzyżu, owym „głupstwie dla pogan” i „zgorszeniu dla Żydów” – paradoksem, który strawi nawyki zastanych kultur. I na nim – jak wykłada Jezus w drodze do Emaus – opierać się będzie wypełnienie prorockich natchnień i mesjańskiej nadziei Izraela: „Czyż Mesjasz nie miał tego cierpieć, aby wejść do swej chwały?”. Jednak mimo wszystko wnętrze owego paradoksu rozświetla jakaś racja. Wcale nie racja serca, jak życzył sobie Pascal. Bo łudzą siebie uczniowie, powiadając: „Czy serce nie pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał?”. A jeśli nie serce, to co? Odpowiedź jest zawarta w samym centrum opowieści św. Łukasza, w słowach Pana: „O, nierozumni, jak nieskore są wasze serca do wierzenia we wszystko, co powiedzieli prorocy!”. To nierozumność kładzie się cieniem na wszystko – na tradycję i wiarę serca, na proroków i Pisma, na nauki i Mękę Jezusa, na świadectwo pustego Grobu. Oto zatem idea, niczym wiązka światła w pomroce niepoznania: wiara spragniona rozumu – jakoby „wiara poszukująca zrozumienia”. I rozum pobudzający wiarę do wierzenia, do tego, by w operacjach paradoksów obnażyła swój sens. W opowieści Łukasza jasne jest, że Jezus toczy grę z uczniami. Jest nie do rozpoznania i znika rozpoznany. A niekiedy nawet udaje: „Tak przybliżyli się do wsi, do której zdążali, a On okazywał, jakoby miał iść dalej”. Ku czemu odsyła ta gra? Cała ta historia utkana jest z powtórzeń i powrotów: Jezus zmartwychwstały powraca do uczniów, znowu jest z nimi w drodze i powtarza im proroctwa Pism, znowu wykłada swe mesjańskie zadanie i gniewa się na ich nierozumność, znowu łamie się z nimi chlebem, błogosławiąc go jak ongiś w Wieczerniku. A i uczniowie: czyż nie opowiadają raz jeszcze o ostatnich dniach – o wydaniu na śmierć Jezusa z Nazaretu, o sądzie nad nim i wyroku, o konaniu na Krzyżu i zawiedzionych nadziejach żydowskiego ludu, o pustce Grobu i aniołach na straży, o przerażeniu niewiast i apostołów? Lustra ustawiono jednak nie dla samej migotliwej gry. Za ich pomocą – pierwszy raz po zmartwychwstaniu – może zostać podjęty temat sensu egzystencji Jezusa, jego mesjańskich przeznaczeń, jego ofiary. Ów labirynt luster, w których wszystko się w sobie nawzajem odbija, jest też i pętlą czasu, w jaką zamieniła się droga uczniów ku Emaus (tak czyha Pan...). Opowiedziana w czasie przeszłym dokonanym, schwytana w zwierciadlane odbicia, wtłoczona w mechanizm powrotów, zdaje się odsyłać ku temu, co minione. Jednak ten ład nie powstaje dla zilustrowania przeszłości. Jego odniesieniem jest przede wszystkim przyszłość. Dla niej zastawiono pułapkę w posępnym krajobrazie pod Jerozolimą (to pułapka uczyniona przez rozum, przez jego wewnętrzny pejzaż: w tekście nie ma żadnych – poza chlebem i stołem – przedmiotów, żadnych rekwizytów i obrazów, żadnych domów i, wyłączając trzech wędrowców, ludzi; ich obecność pozostaje w domyśle, podpowiada ją kontekst – poprzedzające i następne perykopy). To, co się dzieje w tekście, można odczytać jako figurę zdarzeń, które dokonały się tuż po śmierci i zmartwychwstaniu. Uczniowie i niewiasty z otoczenia Jezusa są przerażeni. Zewsząd może czyhać niebezpieczeństwo, wszędzie może być pułapka. Także na drodze do Emaus. Tam jednak jedynie Jezus zastawia na nich sidła, by natchnąć otuchą, dowieść prawdy o zmartwychwstaniu i ukazać im drogę. Łukasz nie pisze swej opowieści na gorąco, tuż po tragicznej Passze roku 30. Jego historia powstała ponoć około roku 70., gdy chrześcijanie przenieśli się już do Pelli. Nie żyje już pierwszy „biskup” Jerozolimy, „Brat Pana”, Jakub Młodszy (strącony ze szczytu świątyni, kamienowany i dobity uderzeniem foluszniczego wałka) – przywódca żydochrześcijan. Nie żyje też Paweł z Tarsu, jego oponent, twórca chrześcijańskiego uniwersalizmu i – jeśli Łukasz jest także autorem Dziejów Apostolskich – duchowy mistrz trzeciego z synoptyków. Chrześcijaństwo jest więc w zamęcie, w pół drogi, jak tuż po śmierci Pana. Ale z zamętu przerażenia i niepewności wiedzie tylko jedna droga – ku Emaus. Oto właśnie chrześcijaństwo traci więź z judaizmem i przekształca się w wiarę uniwersalną. Bo gdzież prowadzi droga z Jerozolimy przez Emaus? Archeologowie wydobyli na powierzchnię jej pozostałości: to droga rzymska, Via Romana. U jej kresu wyłania się jeden z portów śródziemnego morza imperium, rzeczywista stolica prowincji. Stąd, z Cezarei Nadmorskiej, władali Palestyną i judejskimi państewkami Herodiadów rzymscy prokuratorzy. Tu stał dom Poncjusza Piłata; w 1961 r. wykryto w ruinach późniejszego teatru szczątki tablicy z tej budowli z wypisanym na niej greckimi literami imieniem właściciela i dedykacją dla cesarza Tyberiusza. Droga do Emaus jest więc ostatecznie drogą ku Rzymowi. A Rzym to świat – to otwarcie na uniwersum. Lecz to także świat, w którego części wschodniej mówi się i myśli po grecku. Po grecku również pisze Łukasz. I do Greków adresuje następną perykopę – tę, w której cielesny aż do przesady Chrystus zmartwychwstały okazuje zgromadzonym w Wieczerniku jedenastu swe rany i zjada kawałek pieczonej ryby, przegryzając plastrem miodu (Łk 24, 36-43). To, co rozpoczęte w gospodzie w Emaus, znajduje tak oto materialne dopełnienie. Lecz ja wolę tamto niedokonanie – gest błogosławieństwa, łamanie chleba, nagłe zniknięcie i otwarte w zdziwieniu usta uczniów. W przezroczystym, kruchym niczym szkło lustra powietrzu przedwieczornej godziny. „Prof. Zbigniew Mikołejko jest filozofem i historykiem religii, pracuje w Instytucie Filozofii i Socjologii PAN oraz Warszawskiej Wyższej Szkole Humanistycznej”
dodane 2020-09-27 13:46 Pytanie to nie daje mi, od dłuższego czasu, spokoju. Nie chodzi w nim o to, czy się modlę, chodzę do kościoła, nawet nie o to, czy robię dobre uczynki. To wszystko za mało. Gdy chodzi o Boga, który ma we mnie mieszkać. A może to wystarczy? Może to ja chciałabym więcej i więcej … Ostatnio wszyscy mocno narzekają, że Kościół się kończy, że ludzi coraz mniej na mszach, że do Komunii boją się przystępować, że w starciu z współczesnymi ideologiami chrześciajaństwo już przegrało. Jednym słowem wiara słabnie w narodzie. Być może istotnie tak jest. Wszystkim jednak, którzy z radością zacierają ręce, że to już schyłek, to już koniec z katolickimi normami moralnymi, zakazami, nakazami, że oto nadchodzi wolność z nowym wyzwolonym człowiekiem, polecam przejść się wieczorom, obojetnie w który dzień, (im później tym lepiej), do kaplicy wieczystej adoracji Najświetszego Sakramentu przy Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie – Łagiewnikach, która otwarta jest 24h. Zdziwi się każdy, kto spodziewałby się tam kilku starych babć i dziadków. Owszem, jest i babcia, która dosypia przed obliczem Pana czy pochrapujący dziadek. Ale to co mnie zawsze zachwyca, ilekroć tam wchodzę, to widok młodych chłopaków z różancami w dłoni, z brewiarzem, Pismem Świętym, dwudziesto, trzydziesto i nastolatków. Lubię tam przychodzić całkiem późno. Zastanawiam się ile mieszkańców ma Kraków? Coś około 800 tys., może już milion … i wchodząc do kaplicy myślę sobie, czy znajdzie się dziesięciu, na ten milion, którzy przyjdą uwielbić Pana. Czasami jest ich nawet więcej, czasami mniej. Są zawsze. Zaskakuje mnie, że więcej jest mężczyzn, niż kobiet (chyba przeciwnie do ogólnych statystyk). No cóż, mężczyźni lubią prowadzić nocne życie. A fakt, że skręcają do Łagiewnik, a nie do pubu z piwem jest dowodem na to, że to u stóp Jezusa szukają rozwiązań swoich spraw. To dobry znak. Nic się nie kończy. Nic nie umiera. Dopóki znajdzie się tych dziesieciu do adoracji Boga w nocy, reszta może spać spokojnie. Może się też obudzić i do nich dołaczyć, albo ich podmienić. Tak by wskazywała ludzka solidarność i miłosć bliźniego. Tak. Chrystus jest rozpoznawalny. Polub mój profil na FACEBOOKU
Czy Jezus Chrystus jest współistotny Ojcu, światłością ze światłości, Bogiem prawdziwym z Boga prawdziwego - jak wyznają chrześcijanie od 1700 lat? Czy też przekonanie to jest późniejszym dodatkiem, kulturowym zniekształceniem, pogańskim wypaczeniem pierwotnie czystej, żydowskiej wiary w Jezusa jako proroka, nauczyciela, nawet Mesjasza - jak utrzymuje wielu współczesnych badaczy? Paweł Lisicki przeprowadza rzetelne śledztwo, które ma odpowiedzieć na ten dylemat. Przedstawia prace najbardziej popularnych i wpływowych biblistów - ateistów, Żydów, katolików i protestantów - i konfrontuje je z tekstami starożytnymi. Wczesne świadectwa nie pozostawiają wątpliwości: pierwsi żydowscy uczniowie od początku widzieli w Jezusie z Nazaretu Boga, który zstąpił na ziemię. Paweł Lisicki z chirurgiczną precyzją wykazuje tendencyjność, uproszczenia, podstawowe błędy tych profesorów, którzy uwierzyli, że ich krytyczna misja polega na „uwolnieniu Jezusa od chrześcijaństwa“. Chrystus jako żydowski buntownik - tyle może zaakceptować zaślepiony własną pychą dzisiejszy „rozum historyczny“. Lisicki odsłania, jak rodziła się wiara w boskość Chrystusa. To zasadniczy temat książki. Nie znam ważniejszego. Książka Lisickiego jest odtrutką na zalew pseudonaukowej literatury, która usiłuje zredukować Jezusa do roli jednego z wielu żydowskich nauczycieli. Autor z benedyktyńską pracowitością odsłania pozory racjonalności, za którymi ukrywa się niechęć do chrześcijaństwa. Bronisław Wildstein O autorze: Paweł Lisicki – (ur. 1966) – publicysta, pisarz, redaktor naczelny i współtwórca tygodnika „Do Rzeczy”. W latach 2006 – 2011 redaktor naczelny dziennika „Rzeczpospolita”, założyciel i pierwszy redaktor naczelny tygodnika ,,Uważam Rze ”. W 1998 roku otrzymał Nagrodę im. Andrzeja Kijowskiego za książkę „Doskonałość i nędza”. Autor dramatów „Jazon” (2000) i „Próba” (2005), powieści „Przerwa w pracy” (2009) oraz wstępów krytycznoliterackich do „Boskiej komedii” Danetgo i pism Savonaroli. W latach 2013-2014 wydał książki poświęcone początkom chrześcijaństwa: „Kto zabił Jezusa?” i „Tajemnica Marii Magdaleny”. „Czy Jezus jest Bogiem?” to ostatnia część tej trylogii. W latach 2015-2021 ukazały się: „Dżihad i samozagłada Zachodu”, „Krew na naszych rękach?”, „Poza polityczna poprawnością” i „Luter”, a także „Chrystus jest zawsze nowoczesny”, „Grób Rybaka”, „Dogmat i tiara” oraz „System diabła”. Stały uczestnik radiowych i telewizyjnych programów publicystycznych. Fragment książki „Czy Jezus jest Bogiem? Od judaizmu do chrześcijaństwa”: Wstęp To, że Jezus Chrystus jest „Bogiem z Boga, Światłością ze Światłości, Bogiem prawdziwym z Boga prawdziwego”, stanowi istotę wiary chrześcijańskiej. To wyznanie wiary zostało sformułowane na soborze w Nicei w 325 roku naszej ery. Od chwili śmierci Jezusa z Nazaretu, z małego miasteczka lub wsi w Galilei, minęło wtedy prawie trzysta lat. To dużo. Nic dziwnego, że często, coraz częściej, pojawiają się pytania o wiarygodność tego wyznania i jego związek z historyczną osobą Jezusa. Jezus historyczny, Jezus Żyd, pisał znany badacz Geza Vermes, uznałby pierwsze trzy (wiarę w Boga Wszechmogącego, Stworzyciela nieba i ziemi) i ostatnie dwa wersy chrześcijańskiego credo (wiarę w ciała zmartwychwstanie i żywot wieczny) za coś oczywistego i choć nie zajmował się teologią, nie miałby problemów z ich akceptacją. Zdumiony byłby jednak do głębi, pisał wielki żydowski uczony, pozostałymi dwudziestoma czterema wersami. Problem polega na tym, że wśród nich pojawia się twierdzenie, że Jezus był Bogiem. Wydaje się, co podkreśla Vermes, że niewiele mają one wspólnego z głoszoną i praktykowaną przez Jezusa religią. „Wszakże doktryny, które proklamują wieczność i boskość Chrystusa, Wcielenie, Odkupienie całej ludzkości dokonane za sprawą Jego Ukrzyżowania, Jego następujące po tym wyniesienie i, nade wszystko, Boska Trójca, Ojciec, Syn i Duch Święty, są podstawą wiary, za architekta której się Go uważa”. W rezultacie chrześcijaństwo jawi się jako niezbyt udane, zbuntowane dziecko judaizmu. „To Chrystus Pawła i Jana, zmierzając ku deifikacji, zaćmił i zaciemnił człowieka z Galilei” – uważa Vermes. W oczywisty sposób wynika z tego, że chrześcijaństwo jest uroszczeniem i nieprawowitym dziedzicem Jezusa, Żyda. Nie zamierzam zajmować się w tym miejscu kwestią teologiczną, a mianowicie sensem i znaczeniem boskości. Nie chcę też badać teologicznych podstaw wiary religijnej. Interesuje mnie historia, a konkretnie pamięć świadków i to, co przekazali. Interesuje mnie proste pytanie: kto i kiedy pierwszy raz zaczął uznawać Jezusa za więcej niż człowieka? Więcej niż człowieka to znaczy więcej niż nauczyciela mądrości, rabina, posłańca niebios, proroka, cudotwórcę, wędrownego kaznodzieję, uzdrowiciela. Więcej niż człowieka to znaczy też więcej niż Mesjasza lub sprawiedliwego Wybawiciela. Znaczy to też więcej niż anioła lub inny byt pośredni między Stwórcą a stworzeniem. Kto pierwszy zaczął myśleć o Jezusie, jakby Ten był Bogiem lub też zaczął Mu przypisywać cechy i atrybuty, które wiązały się z boskością? Ostatecznie odpowiedź na pytanie, czy Jezus z Nazaretu z Galilei jest Bogiem (jak wyznają chrześcijanie), to kwestia wiary. Jednak to, kiedy i gdzie zaczęto tak uważać, może być ustalone przez historię. Można też szukać najbardziej prawdopodobnych przyczyn pojawienia się nowej wiary. Na pierwszy rzut oka ktoś mógłby stwierdzić, że odpowiedź na tak postawione pytanie jest łatwa, wystarczy bowiem sprawdzić, kiedy ktoś nazwał Jezusa Bogiem. Jednak jak to często bywa, najprostsze odpowiedzi nie są najlepsze. Autorzy Nowego Testamentu wyrażali swoją wiarę inaczej niż późniejsi chrześcijanie. Nie definiowali doktryny w wyznaniach, ale przekazywali ją za pośrednictwem interpretacji Pism i opisów samego Jezusa. Dlatego nie jest ważne, a przynajmniej nie jest najważniejsze, kiedy ktoś pierwszy raz wprost nazwał Jezusa Bogiem. Są dwa takie miejsca w księgach Nowego Testamentu, jednak dla niniejszych rozważań właściwie nie mają one znaczenia. Pierwsze z nich to słowa z Listu św. Pawła do Rzymian, w którym pisze on o Chrystusie, Bogu wielbionym na wieki (Rz 9, 5)3 . Jednak przy bliższej analizie okazuje się, że nie sposób powiedzieć, czy określenie „Bóg” odnosi się do Chrystusa, czy też słowo to stanowi podmiot odrębnego zdania po przecinku – starożytni nie używali znaków przestankowych. Drugi przypadek to słynne słowa Tomasza, który na widok zmartwychwstałego Jezusa zawołał: „Pan mój i Bóg mój” (J 20, 28). Jednak pochodzą one z Ewangelii Jana, do której trudno jest odwoływać się w obecnej debacie jako do źródła, bo większość komentatorów, niesłusznie zresztą, neguje jej wartość historyczną. Trzy możliwości Nie, nie ma drogi na skróty i nie da się za pomocą prostych cytatów załatwić kwestii odpowiedzi na pytanie o to, jak Jezus został Bogiem. Sądzę, że są trzy możliwości. Zgodnie z pierwszą stało się tak jeszcze za życia Jezusa. To, co mówił, to, jak mówił, oraz to, co czynił, sprawiło, że już pierwsi uczniowie, odpowiadając na Jego wezwanie, zaczęli w Nim dostrzegać osobę nadludzką, kogoś równego Bogu lub samego Boga. Wiara taka zatem istniała w formie niewyraźnej i niepełnej za życia Jezusa, rozwinęła się zaś i została potwierdzona wskutek spotkania ze Zmartwychwstałym. Po drugie, takie uznanie boskości mogło nastąpić nie za życia Jezusa, ale po Jego śmierci, za sprawą doświadczenia Wielkanocy. To wtedy, spotykając żywego, jak sądzili, Jezusa, uczniowie uznali w Nim kogoś więcej niż człowieka, ostatecznie Boga. Dopiero w tym momencie objawił im swoją boską godność, a oni w odpowiedzi na to zaczęli Go czcić jak Boga. Wreszcie możliwe jest, że owa wiara w to, że Jezus był istotą boską, pojawiła się stosunkowo późno, kiedy większość lub wszyscy uczniowie z Galilei wymarli, również po śmierci apostoła Pawła. Była ona nowością, nieznanym wcześniej rozumieniem osoby Jezusa. Taki pogląd chyba najbardziej lapidarnie wyraził amerykański egzegeta Bart Ehrman: „Chrześcijanie w swej teologii wynieśli Jezusa do sfery boskiej, lecz był on i zawsze pozostał człowiekiem”. Wiara powstała jako efekt swoistego zderzenia pamięci o Zmartwychwstałym, jaką przechowywał pierwszy, głównie żydowski Kościół, i wyobrażeń oraz schematów pogańskich, jakie wnieśli do niego później masowo nawracani Grecy, Rzymianie i inne ludy. Żydzi, uczniowie Jezusa, widzieli w Nim wzniosłą postać, bohatera, proroka, nigdy jednak istotę boską; dopiero ewolucja doktryny i jej hellenizacja doprowadziły do spojrzenia na Jezusa jako na Boga. Możliwe są zatem trzy odpowiedzi na pierwsze pytanie o ciągłość wiary nicejskiej i jej łączność z samym Jezusem. Tylko w pierwszym wypadku można byłoby powiedzieć, że została ona zachowana, w drugim rzecz jest niejasna, w trzecim zaś nie ma wątpliwości: gdyby okazało się, że wiara w boskość Jezusa jest zjawiskiem późniejszym i oderwanym od Niego samego, od tego, kim był za życia, wówczas łatwo dojść do wniosku, że chrześcijaństwo w swej głównej postaci stanowi wypaczenie i zniekształcenie nauk Tego, kogo niesłusznie uznaje za swego założyciela. (…) Więźniowie "przywitali" zabójcę zakatowanej Mai
przeczytaj tekst dlaczego uwierzyli w chrystusa